W koszyku: 0 produktów
Suma: 0,00 PLN
Menu

Wyszukiwarka:
Strona główna » Wystawy » Wystawy archiwalne » 1999 » Stanisław Wiśniewski. Malarstwo.
Stanisław Wiśniewski. Malarstwo.
Stanisław Wiśniewski (ur. 1936). Absolwent Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Sędziszowie Małopolskim. Studia w krakowskiej ASP pod kierunkiem Zbigniewa Pronaszki i Zygmunta Radnickiego – dyplom w 1960 roku. Udział w wielu wystawach zbiorowych w Krakowie oraz w wystawach ogólnokrajowych. Prace w muzeach krajowych i zagranicznych oraz w kolekcjach prywatnych. Profesor ASP w Krakowie.

Born in 1936. Graduated from the State High School of Plastic Arts in Sędziszów Małopolski. Studies at Academy of Fine Arts in Krakow under the supervision of Zbigniew Pronaszko and Zygmunt Radnicki – received his diploma in 1960. Participated in numerous collective exhibitions in Krakow and then in Poland. His works of art can be found in Polish and foreign museums as well as among private art collectors. At present he is a professor at Academy of Fine Arts in Krakow.

Wystawy indywidualne (Individual exhibitions):

Kraków – 1963, 1967, 1971, 1983, 1995, 1999
Zakopane – 1963
Warszawa – 1963
Belgrad – 1965
Västeras – 1968
Södertälje-Malmö – 1969
Nowy Jork – 1972, 1987
Lund – 1974
Kolonia – 1981
Londyn – 1987


Sztuka ostatniego wieku waha się między dwiema skrajnościami. Pierwszą euforyczną i triumfalną, gdy – ufna w swe możliwości – rusza, by odkryć nieznane prawdy i zbudować z nich podwaliny przyszłej epoki. Wówczas „nowe“ staje się synonimem „dobrego“, a przymiotnik „awangardowy“ starczy za tytuł i najwyższy znak jakości. Wtedy przeszłością się pomiata, zarzucając jej – w najlepszym przypadku – niemożność wyrażenia czasów innych jak własne, skostnienie, naiwność, brak wyobraźni i smaku, przerost warsztatu, tudzież wszelkie możliwe błędy i wypaczenia. Wejście sztuk pięknych w stan owej skrajności obwieszcza radosna wrzawa kategorycznych sądów. (…) Potem przychodzi czas obrachunku łupów i strat własnych i okazuje się, że bilans krąży wokół zera. Owszem, po stronie „ma“ pojawiły się nowe wartości, owszem, sztuka zdobyła planowane pozycje i przetarła nowe drogi, lecz za swe zwycięstwo zapłaciła drogo, bowiem po stronie „winien“ zjawiły się nie znane dotąd pozycje: spłycenie zagadnień, pośpiech i wynikająca z niego powierzchowność sprzyjająca artystycznym oszustwom, brak kryteriów wartości, zaś przede wszystkim izolacja od społeczeństwa.

(…) Istnieją jednak twórcy zbyt dojrzali, by bezkrytycznie wejść w powstały na ich oczach nurt małej awangardy poszerzonego pola sztuki z jego paraplastycznymi działaniami. Należy do nich Stanisław Wiśniewski, malarz i – chciałoby się powtórzyć – tylko malarz, bez żadnego przymiotnika określającego jego przynależność do jakiejś formacji artystycznej, nie obciążony więc żadnymi regułami gry na płaszczyźnie. Proste, jakby się zdawało, słowo „malarz“ oznacza jednak wypowiadanie się głównie poprzez kolor, będący w ludzkim kodzie porozumienia synonimem emocji. Tylko emocja też łączy jego kolejne wystąpienia. Wiśniewski odwołuje się w sposób niemal ostentacyjny do Młodej Polski i jej filozofii, jej refleksyjności lecz i ozdobności zarazem, jej zadumy i świadomości przemijania. Cóż, widać i nam przyszło przeżywać własny fin-de-siecle, z jego chandrą i poczuciem bezsensu, czemu zresztą zbytnio dziwić się nie należy. Młodopolski witalizm natomiast przetrwał u Wiśniewskiego jedynie w kolorze, żywym i nasyconym, w jasnej palecie o śmiałych, lecz nigdy nie dysonansowych kontrastach. Bo na wzór swych prekursorów również Wiśniewski jest estetą i jak każdy esteta dąży z całą premedytacją do piękna. (…) U Wiśniewskiego dzieło jest, jak się wydaje, wobec pomysłu aposterioryczne, przemyślane i poprzedzone stosownymi przygotowaniami. Właśnie tak tworzy się dla wymagających odbiorców, a Wiśniewski świadomie dla nich maluje. Mało tego: chce im się podobać. W stwierdzeniu tym nie ma śladu negatywnego zabarwienia: któryż z wielkich mistrzów przeszłości nie tworzył dla odbiorców i nie chciał im się podobać?

I bodaj czy ten fakt, o coraz większym zasięgu, nie świadczy najdobitniej o zmierzchu awangardy i pogodzeniu się sztuki z tradycją, o porzuceniu typowej dla czasów naporu pogardy dla bezrozumnego i nieruchawego w swych gustach profana, zdolnego dopiero za lat kilkadziesiąt pojąć geniusz nowatorów? Tak właśnie, wśród zygzakowatej wędrówki między skrajnościami, toczą się dzieje sztuki i toczyć się zapewne będą w ciągłym poszukiwaniu utopii idealnych i trwałych wartości, zaś każdy, nawet kaleczący ją zwrot przynosi wymierne korzyści. Pulsując między awangardą a tradycją sztuka posuwa się jednak naprzód: bez zdobyczy awangardy malarstwo Wiśniewskiego i jego generacji byłoby zwykłym epigonizmem. Tak jednak nie jest. Ten typ sztuki będzie zapewne rozwijać się przez czas pewien, przyznając rację Ceazanne’owi, który chciał „zrobić z impresjonizmu coś tak solidnego jak sztuka muzeów“
    
Fragmenty recenzji – „Życie Literackie“ 1983 r.
Jerzy Madeyski

Wystawcy
Pod Rejentem