W koszyku: 0 produktów
Suma: 0,00 PLN
Menu

Wyszukiwarka:
Strona główna » Wystawy » Wystawy archiwalne » 2001 » Witold Urbanowicz. Malarstwo, rysunek.
Witold Urbanowicz. Malarstwo, rysunek.

Urodzony w 1931 roku w Oszmianie, woj. wileńskie. Studiował w latach 1950-1956 w ASP w Krakowie, w pracowniach prof. Zygmunta Radnickiego, Zbigniewa Pronaszki, Czesława Rzepińskiego i Jonasza Sterna. Dyplom 1956, z wyróżnieniem, u prof. Czesława Rzepińskiego. Od 1961 roku należy do Grupy Krakowskiej.
Malarz, rysownik, uprawia również malarstwo ścienne. W latach 1972-1983 zajmował się pracą pedagogiczną w ASP w Krakowie, Uniwersytecie im. M. Curie-Skłodowskiej w Lublinie i Filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie.

 

Prace w zbiorach: Muzeum Narodowego w Krakowie, Szczecinie i Kielcach, Muzeów Okręgowych w Radomiu, Białymstoku i Bydgoszczy, Muzeum Śląskiego w Katowicach, a także w zbiorach prywatnych w kraju oraz Holandii, Niemczech i Francji.

He was born in Oszmian, (Vilna Voivodship). Between 1950-1956 he studied at Academy of Fine Arts in Krakow under the supervision of prof. Zygmunt Radnicki, Zbigniew Pronaszko, Czeslaw Rzepinski and Jonasz Stern. He was granted a diploma with outstanding results from prof. Czeslaw Rzepinski. Since 1961 he has been a member of the Krakow Group Being a painter and a drawer he also deals with wall painting. Between 1972 -1983 he used to work as a teacher at Academy of Fine Arts in Krakow, Maria Sklodowska - Curie University in Lublin and in the Cieszyn branch of Silesian University. His works of art can be found in National Museum in Krakow, Szczecin and Kielce, Museums in Radom, Bialystok, Bydgoszcz, Silesian Museum in Katowice and also among private art collectors in country as well as in the Netherlands, Germany and France.

Initially, between 1956-1957 his paintings exhibited the impact of realism, surrealism and expressionism. Since 1958 he got interested in the painting of the matter. The artist gave up figuration and started to produce abstract creations,  using various kinds of material.
In 1960 he created a painting named “Silver”, which was made of narrow stripes of a cloth, which was next sewn together and painted in silver.
The initial period of the artist creation was marked by the process of destroying and then constructing. At that time he made use of unusual material such as sawdust, sand, cement, gesso, chalk, strings… In 1960-1965 he painted a series of squares in solid, “natural” colour, which were reflective of relieves. After his Paris visit he created series of drawings, collages and paintings “in blue”. In 1965, coming back to the traditional technique of oil painting, he created paintings in which the impact of surrealism and expressionism can be noticed. Since 1969 geometry took command of his paintings. This is when he changed his painting techniques and the surface of his pictures became smooth and glossy. His paintings from that period are black and white in colour with some blue and red spots.
Between 1978-1980 he created a series of “flaming red landscapes”, abstract spaces made of flaring and contrast forms. Between 1980-85 the artist neither painted too much nor exhibited his paintings. Between 1985-1986 he created a cycle of metaphorical creations called “Crosses”. Since 1986 the artist referred to his earlier paintings created in 1957 and in the 1965-69 period i.e. the most expressionistic period.
The paintings are distinguished by expression and strong contrast of colour.


Najważniejsze okresy twórczości:

1956-1958 Realizm, surrealizm, ekspresjonizm
1958-1965 Malarstwo materii, reliefy, obrazy monochromatyczne
1965-1969 Surrealizm, ekspresjonizm, malowane potwory
1969-1978 Malarstwo intelektualno-metaforyczne, pojawia się geometria, cytat prasowy, collage
1978-1981 Cykl obrazów pt. „Płomienne pejzaże“ – kolor stał się czynnikiem dominującym
1981-1985 Stan wojenny przerywa ową radosną twórczość. W tym czasie powstają cykle rysunków
1985-1986 Cykl obrazów pt. „Krzyże“ – ekspresjonizm kolorystyczny
1986-1990 Duże formaty, agresywny zwierzyniec walczący na płaszczyśnie płótna o prymat. Seria rysunków i obrazów pt. „Pomniki niewdzięczności“
1990-1999 Ekspresjonizm kolorystyczny – obrazy przedstawiające i nieprzedstawiające, seria obrazów 2 m x 1 m. Wystawa indywidualna w Pałacu Sztuki (1996)
1999-2000 Duża seria rysunków abstrakcyjnych. Abstrakcje – obrazy o formacie 2m x 1m nawiąujące do okresu malarstwa materii


W jednym ze swoich katalogów Witold Urbanowicz, we właściwy mu, spontaniczny sposób, informuje o swojej nagłej przemianie z malarza – intelektualisty w  malarza instynktownego. Odkrył on, mianowicie, po raz wtóry, rolę koloru w obrazie co miało dlań znaczenie, mistycznego wręcz, olśnienia. Dał temu wyraz w symbolicznym tytule cyklu, „płomienne pejzaże” (1978), nawiązującym zarówno do użytej palety barw jak i emocji z tym związanej. Odciął się w ten sposób od wcześniejszych swoich założeń formalnych i ideowych związanych z „malarstwem materii“. Mimo, że w jego długiej i bogatej drodze twórczej, „malarstwo materii“ ciągle ujawnia się w podtekście to w istocie składają się na nią gwałtowne zwroty i niespodzianki.
Rozpiętość tych przemian, na pierwszy rzut oka, zadziwia gdyż rozciąga się pomiędzy zimną geometrią a literackimi „potworkami“. W przypadku tych ostatnich artysta powołuje się m.in. na groteskę Witkacego bądź też na ironię Gombrowicza... Stąd też, jako członek awangardowej „Grupy Krakowskiej“ stał się on z czasem jej les enfant terrible. Sam zresztą wspomina o kłopotach z jego obrazami, które właściwie powinny znaleźć się w osobnym miejscu podczas wystaw grupy. Innymi słowy, nigdy nie był do końca wierny jakiemuś awangardowemu programowi artystycznemu choć interesowała go geometria, którą jednakowoż zawsze łączył z, jak powiada, „linią krzywą, z gestem, z jakimś bazgrołkiem“ (1970).
Z całą pewnością jednak to właśnie, wspomniane wyżej, geometryczne „malarstwo materii“ było dla Urbanowicza ważną ale i romantyczną przygodą. Tak oto, eksperyment z „materiami malarskimi“ (1958-1965) oznaczający to, że malować można wszystkim – Jackson Pollock zwykł rzucać niedopałki na płótno, które leżało na ziemi – zaowocował u Urbanowicza całymi cyklami obrazów penetrujących ukrytą, wielowarstwową strukturę, enigmatycznego, „przedmiotu“, o którym artysta wygłaszał, brzmiące niczym magiczna formuła, stwierdzenie „Tworzę jeden przedmiot“. Były to bowiem dzieła, nie tyle „malowane“, co „robione“. W związku z tym woli mówić również o „kuchni malarskiej“, która, ze względu na specjalnie preparowane kleje i materiały, stanowi bardziej dosadne określenie niż„warsztat“. I tak, np. do farb świeżych dodawał stare, zeschnięte farby i nakładał je grubymi warstwami tworząc w ten sposób „kostropate reliefy“, ciął stare obrazy, następnie zszywał, wypalał, naklejał na obraz sznurki, ścinki z płótna, pakuły. Następnie pokrywał go, a raczej, jak powiada, „przeciągał to wszystko“ farbą, szlifował, polerował, przecierał po to by uzyskać obraz o skomplikowanej strukturze. W ten sposób powstawały obrazy: „Srebrny“, „Złoty“, czarne „Kwadraty“, obrazy – „Ślady“, obrazy – „Skóry“, obrazy – „Zasłony“ czy „Stare“obrazy. Ten sposób malowania skłaniał do refleksji, tym bardziej, że w istocie mamy tu do czynienia z paradoksem „malarstwa – nie malarstwa“ jak określiła to, za Jeanem Dubuffetem, recenzentka Loda Kałuska. Stąd też, swoje, niewątpliwie kluczowe, doświadczenia na tym polu, Urbanowicz podsumowuje dochodząc do, ważnego dla siebie  wniosku o intelektualnej, w gruncie rzeczy, konstrukcji tego typu malarstwa, i dodaje, równie ważną dla siebie uwagę, „co nie znaczy, że moje obrazy nie są w pewnym sensie podświadome.“
I rzeczywiście, jeśli spojrzymy na całokształt jego dotychczasowej twórczości i towarzyszący jej autokomentarz to, przy bliższym wejrzeniu, przekonujemy się, że deklarowana przezeń podświadomość to głębinowy żywioł, który wyziera z obrazów i nad którym artysta nie zawsze zdaje się panować. Przecież sam o sobie mówi, że jest „napalony“ lub, że być może „na starość mu odbiło“… Jak wiemy z lekcji Freuda podświadomość czyli „id“ lubi płatać figle i nigdy właściwie nie da się ujarzmić. Zaś jej najbardziej spektakularnym przejawem są właśnie… potwory (1965-1969 i 1986-1996), te tajemnicze twory onirycznej wyobraźni będące gordyjskimi węzłami naszych pragnień i emocji. To też potwory, a raczej „potworki“ obsesyjnie pojawiają się w tym malarstwie, miejscami niczym złośliwe gremliny. Artysta z niekłamaną szczerością przyznaje się do agresywnej ekspresji w tym przypadku: „obraz powinien też gryźć, kopać...“ Innymi słowy, z podświadomością nie ma żartów... Nawet, jeśli uznać, jak tego chce autor, że jest to plastyczny teatrzyk groteski. Jakże więc trafnie, w tym kontekście, brzmi jego wypowiedź na temat własnej sztuki: „W obrazie powinno się pokazać także swoją niedoskonałość, także swoją głupotę, inaczej niżw sztuce geometrycznej“. Id lubi płatać figle...
Jednak, jako artysta świadomy, Urbanowicz posiada artystyczne narzędzia do konstrukcji potwora… „Sposobów znam bardzo wiele, znam bardzo wiele możliwości i nie ograniczam się w sprawach – powiedzmy – języka, sposobu budowania obrazu, sposobu budowania przestrzeni“. Najważniejszym z nich, swego rodzaju, super - narzędziem jest to co określa jako „naładowanie formą“ w każdym centymetrze, w częściach, w całych polach i w okręgach malowanych na płótnie tak jak w budowlach Inków, gdzie każdy kamień ściśle, a jednak w jakimś genialnym styku, przylega jeden do drugiego. Jego, znamienna, uwaga na temat Inków jeszcze na inny sposób odnosi nas do tej archaicznej wyobraźni, która wydobywa się z podświadomości artysty jako les enfant terrible.
Podczas rozmowy ze mną na temat swojego malarstwa wyjmuje stary, czarno-biały album z reprodukcjami Rembrandta i pokazuje na te miejsca w obrazie, które stanowią tło lub wypełnienie między postaciami, będące jednocześnie spoiwem kompozycji. I to właśnie są owe „ciemne“ przestrzenie lub powietrzne przestworza czy wręcz rodzaj „ziemi niczyjej“,  stanowiące rozległe obszary, na których rozgrywa się artystyczna przygoda Urbanowicza. Kartony pokazane na wystawie, pochodzące z różnych okresów twórczości, stanowią jedną z form takiego zapisu, który towarzyszył artyście od początku.

Antoni Szoska, zima 2001

Wystawcy
Pod Rejentem