Tadeusz Jackowski. Graficzne przygody z architekturą.
Tadeusz Jackowski. Urodzony 22 sierpnia 1936 w Brugge (Belgia). Studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie; w latach 1958/59 w Ecole Nationale Superieure des Beaux Arts w Paryżu. Od 1961 roku brał udział w ponad 150 liczących się ogólnopolskich i międzynarodowych wystawach grafiki warsztatowej.
Born 22 August 1936 in Brugge (Belgium). Studied in the Academy of Fine Arts in Cracow; and in years 1958/59 in Ecole Nationale Superieure des Beaux Arts in Paris. Professor of the Higher School of Fine Arts in Poznań. A printmaker, his oeuvre consists of 151 prints and 7 bookplates. He mixes techniques and delights in deceiving the eye. He has been practicing aquatint, etching, softground etching and engraving. Some of his prints are hand coloured. He prepared 32 one-man exhibitions in Poland, Switzerland, France, Italy, Austria, Germany and Danemark. He participated in over 150 collective exhibitions in Poland and abroad as well as in many important international print exhibitions. In 1970 he received the Gold Medal at Biennal Print Exhibition in Florence (Italy).
„Pragnęła, abym miał w pokoju fotografie najpiękniejszych gmachów i krajobrazów. Ale w chwili gdy miała je kupić, mimo iż wyobrażany przedmiot miał wartość estetyczną, uważała, że pospolitość, użytkowość zbyt szybko odzyskują miejsce w mechanicznym sposobie odtwarzania, w fotografii. Próbowała szukać wybiegu i jeżeli nie całkowicie wyrugować handlową banalność, to przynajmniej uszczuplić ją, podstawić pod nią możliwie najwięcej sztuki, wprowadzić w nią jakby kilka warstw sztuki; zamiast ofiarować mi fotografie katedry w Chartres, wodotrysków w Saint-Cloud, Wezuwiusza – wypytywała Swanna czy nie odtworzył ich jaki wielki malarz; i wolała mi dać fotografię katedry w Chartres malowanej przez Corota, wodotrysków przez Huberta Robert, Wezuwiusza przez Turnera, co tworzyło jeden stopień sztuki więcej. Pytała także Swanna, czy owo dzieło nie było rytowane, przedkładając, o ile to było możliwe, ryciny stare…“
(Marcel Proust)
Czytając ten fragment, czujemy i rozumiemy intencję babki narratora Poszukiwania Straconego Czasu – nie tylko zobaczyć miejsca warte zobaczenia, lecz także zobaczyć je oczami tych, którzy oglądali je poprzez własną, niepospolitą wrażliwość, spotykać się z tymi ludśmi w chwili, gdy ich emocje i zdolności budowały metawarstwę sztuki, tym się różniącą od rzeczywistości fotograficznej, że prócz materii, zawierała także talent i życie swego twórcy. Piękny pomysł. Tak ładny, że aż trudno się powstrzymać od przytoczenia ostatnich słów tamtego akapitu, które dotyczą: „którejś z owych starych rzeczy rodzących w naszej duszy błogosławioną nostalgię niemożliwych podróży w czasie.“
Świadoma lub bezwiedna kokieteria samego Prousta, specjalisty od takich właśnie podróży, nie pozwoliła mu rozwinąć szerzej tego wspaniałego tematu. Trudno uwierzyć, że Swann nie wspomniał babce także choćby o nadzwyczajnych rysunkach Denona z napoleońskiej wyprawy do Egiptu czy o litografiach Davida Robertsa dokumentujących artystycznie przedkolonialny Bliski Wschód, a już doprawdy niemożliwe jest, by stara dama nie odczuła pokusy, by pokazać wnukowi resztek starożytnego Rzymu widzianego w osiemnastym stuleciu przez geniusz Piranesiego. W każdym z tych wypadków spełnione zostałoby jej pragnienie, by pokazać sztukę poprzez sztukę, czyli odbyć niemożliwą podróż w głąb intymnego przeżycia sztuki przez artystę, który ją odczuwa, przeżywa i z jej pomocą poznaje samego siebie, zdobywając się w końcu na tę subtelną, choć nie wolną od zuchwalstwa formę współzawodnictwa z cudzym dziełem. Z dziełem, które w ten ukryty sposób staje się własne.
Uwagi te przyjąć można jedynie z zastrzeżeniem, że pisane są z pozycji widza, a nie samego artysty, którego intencje muszą być inne. Tylko on sam mógłby je określić i to tylko wtedy, gdy praca – zazwyczaj są to duże cykle – zostanie ukończona. Wszelkie dociekania z zewnątrz muszą pozostać zaledwie hipotezami. Moja rodzi się z podejrzeń, że ludzie tacy mają szczególną zdolność obserwacji konkretu, a zarazem wielką, naturalną czułość dla jego ukrytego sensu i faktu istnienia. Są kimś w rodzaju opiekunów chwili, przemijającej w ściśle określonym kształcie, małych kawałków życia w reakcji z podtrzymującą je materią. Sądzę, że trzeba mieć specjalne oko, by zobaczyć sztukę na nowo w taki sposób, by ją ocalić od przyzwyczajenia.
Tadeusz Jackowski podjął takie wyzwanie (a może raczej odkrył je w sobie, wewnętrznie dojrzałe do pokierowania ręką zgodnie z planem pamięci), powróciwszy na początku lat dziewięćdziesiątych z podróży do Hiszpanii i do Meksyku. Rozpoczął wtedy pracę nad cyklem grafik – osobistych wspomnień, z których pierwsze za punkt wyjścia wzięły pewną rzeczywistą Wielkanoc spędzoną w Sewilli. Czy gdyby spędził te święta gdzie indziej byłby stworzył coś innego? Czy bez Sewilli właśnie, te urzekające, emocjonalne wizje nie byłyby możliwe? Czy miejsca bardziej pospolite nie mogłyby dać podobnego impulsu, jaki powstał na widok procesji zakapturzonych biczowników, arabskiej architektury, brylantowych łez na policzkach patronki torreadorów? Otóż trzeba chyba odpowiedzieć niezgodnie z obowiązującym konwenansem – nie. „Wielkanoc w Sewilli“ mogła zostać przeżyta tylko wtedy i tam, i tylko to pozwala teraz i tutaj, uczestniczyć w niej za pośrednictwem tych grafik.
Wkrótce potem (rok 1993) przyszła kolej na „Katedry hiszpańskie“, utrzymane w podobnym klimacie emocji co prace o Sewilli, płomienne, ekstatyczne, a w kilka lat po nich (1998) na „Impresje meksykańskie“, w jakimś sensie pokrewne swym poprzedniczkom, wypełnione symbolami obcej cywilizacji, które oswaja i zbliża do widza dynamika i intensywność wewnętrznego doświadczenia autora. Tadeuszowi Jackowskiemu udało się coś rzadkiego – opowiedział w obrazach o hiszpańskiej mistyce i starych indiańskich kulturach poprzez samego siebie, co tym tematom do bólu nadużywanym przez media zwróciło świeżość i pierwsze, szczere uczucie zachwytu. Jest dla nas jasne, że Jackowski był zachwycony tym, co zobaczył. I byłaby to tylko jego sprawa, gdyby nie dokonał czegoś trudnego – po obejrzeniu jego grafik jest to także nasza sprawa.
Cykl pamięci trwa, a jego kolejnym etapem jest Kraków, miasto gdzie autor mieszka, co stanowi o kolejnym poziomie nowych trudności. To co znane na pamięć, to co przyswojone prawie biologicznie, płynące w synapsach świadomości, nie poddaje się tym samym spontanicznym reakcjom, które niosły poprzednie tematy na swoim grzbiecie (zauważmy, że grzbiet ma człowiek albo zwierzę, ale także fala, góra, zbocze). Ten wymaga czegoś innego, na innym poziomie, innej refleksji, co samo w sobie staje się łamigłówką. Kościół na Skałce, Rynek Główny, Wawel, Collegium Maius, Teatr Słowackiego – te perły architektury, żelazne punkty turystycznego szlaku, ikony straganów z pamiątkami, święte tematy pocztówek słanych z podróży, stają się u Tadeusza Jackowskiego szczegółnym kalejdoskopem, reportażem z rzeczywistości. Widzi ją Jackowski równocześnie ostro, łagodnie, zabawnie, szyderczo i z czułością. Co więcej powiedzieć? Przyjdście i zobaczcie, bo warto.
Anna Potoczek, 2001
Wiemy, jak istotnym dla twórcy jest dostrzeżenie w porę we własnej pracy artystycznej ważnego i niebezpiecznego zarazem zjawiska, jakim jest niewątpliwie powtarzanie samego siebie. Zjawiska stosowania – przez nas samych wykreowanych – „zbawiennych“ w działaniu schematów, chwytów czy zabiegów różnej maści, podnoszących „efekt“ naszej pracy.
Wiemy też, jak trudnym problemem jest nasza własna identyfikacja z owym zjawiskiem, to znaczy stwierdzenie, że daliśmy się wepchnąć w ślepą uliczkę „wąskiej specjalizacji“, która prowadzić może w rezultacie końcowym do zamiany sztuki na kategorie „artystycznego rzemiosła“. że stajemy się powoli „rewolwerowcami“ trafiającymi w dziesiątkę tarczy tanich efektów. I w końcu, że wpadamy w niedobry nawyk uprawiania swoistej „powtórki z powtórki“, co oczywiście do niczego sensownego nie prowadzi.
Powyższe refleksje, które tu przedstawiłem, są niczym innym jak wynikiem moich własnych, jakże częstych w mojej pracy grzechów i porażek ponoszonych między innymi właśnie dlatego, iż za późno postrzegam wspomniane powyżej niebezpieczeństwo. że nie potrafię już w pewnym momencie rozróżnić tego, co jeszcze jest wartością od tego, co już nią nie jest, i co należy odrzucić jako niepotrzebny estetyczny przydatek.
Mając tego świadomość staram się, na ile potrafię rewidować co jakiś czas własną pracę stosując inną, bardziej krytyczną optykę w nadziei, iż pozwoli mi ona jednak uniknąć zbyt częstego wpadania w ową sprytnie zastawioną pułapkę.
Tadeusz Jackowski
WYSTAWY INDYWIDUALNE:
1963 Galeria Pegaz, Zakopane; Galerie Melisa, Lozanna, Szwajcaria
1964 Pałac Sztuki, Kraków
1965 Towarzystwo Polsko-Austriackie, Wiedeń; Międzynarodowy Festiwal Filmów Krótkometrażowych, Oberhausen, Niemcy
1966 BWA, Poznań; Bwa, Łódź
1967 Galeria Współczesna,Warszawa; Muzeum Miejskie, Holsterbo, Dania
1969 Galeria PSP, Katowice
1970 BWA, Zielona Góra
1972 BWA, Szczecin; Galerie des Philosophes, Genewa, Szwajcaria
1973 Galeria Propozycje, Opole
1974 BWA, Zakopane; BWA, Zielona Góra
1978 Stevens Gallery, Padwa, Włochy
1980 BWA, Łódź; BWA, Poznań; BWA, Jelenia Góra
1981 Galeria B, Kraków; BWA, Białystok; DESA, Przemyśl
1982 Galerie Caro, Paryż
1987 Galeria Sztuki Współczesnej, Zamośç
1988 Galeria Gołogórski-Roztworowski, Kraków; Galeria BAZART, Poznań
1991 BWA, Zakopane
1992 Galeria Plastyka, Kraków
1993 Galeria Przy Stole, Kielce
1994 Galeria Akme, Poznań; Galeria Farbiarnia – pokaz indywidualny z okazji Międzynarodowego Triennale Grafiki w Krakowie.
1995 Muzeum Okręgowe – Legnica
1996 Muzeum Narodowe – Kraków
1997 Galeria miejska „Arsenał“ – Poznań; „Mała Galeria“ – Nowy Sącz; Casa de Primera Imprenta de America – miasto Meksyk
1998 Instytut Polski – Rzym
1999 Galeria „Non Fere“ – Bydgoszcz
2002 Galeria „Pod Rejentem“ – Kraków
NAGRODY:
1961 Brązowy medal TPSP Salon Jesienny
1965 Nagroda Ministra Kultury i Sztuki za prace eksponowane na wystawie pt. „XX lat PRL w twórczości plastycznej“, Warszawa; Wystawa Plastyki Złote Grono, Zielona Góra – wyróżnienie; Ogólnopolska Wystawa Grafiki Poznań – stypendium Ministerstwa Kultury i Sztuki
1968 II Międzynarodowe Biennale Grafiki, Kraków, nagroda – zakup
1969 IV Ogólnopolska Wystawa Grafiki, Warszawa, wyróżnienie MKiSz
1970 III Międzynarodowe Biennale Grafiki, Kraków, nagroda – zakup; Międzynarodowe Biennale Grafiki, Florencja – Złoty Medal
1971 Złote Grono, Zielona Góra – nagroda i medal Złote Grono; Ogólnopolski Konkurs na grafikę warsztatową, Łódź – wyróżnienie
1972 IV Międzynarodowe Biennale Grafiki, Kraków, nagroda – zakup
1973 I Triennale Malarstwa i Grafiki, Łódż – nagroda regulaminowa; Ogólnopolski Konkurs na grafikę warsztatową, Łódź – II nagroda
1977 Polsko-fiński konkurs na grafikę marynistyczną Szczecin – wyróżnienie; Ogólnopolski Konkurs na grafikę warsztatową, Łódź – wyróżnienie
1978 VIII Ogólnopolska Wystawa Grafiki, Warszawa – III nagroda
1979 Ogólnopolski Konkurs na grafikę warsztatową, Łódź – wyróżnienie
1980 Ogólnopolska Wystawa Grafiki, Zachęta, Warszawa – nagroda
1992 Ogólnopolskie Biennale Grafiki „Wobec wartości“, Katowice – II nagroda
PRACE W ZBIORACH:
Muzeum Narodowe w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Bydgoszczy, National Museum w Sztokholmie, Muzeum Sztuki w Skopje, Kupferstich Kabinet w Dreźnie, Musee d’Art et d’Histoire w Genewie, Gabinet Rycin we Florencji.